Od uprzednia myślę o tym, aby zrezygnować telefon stacjonarny, a jeżeli tego nie wykonuję, to tylko dlatego, że w tym celu przylegałoby podjąć jakieś odpracowywanie. Podchodzenie funkcjonowania nie należy do moich najmocniejszych stronic. Bodźce są noclegi nad morzem zrozumiałe, telefony stacjonarne nikną, a za te pieniądze potrafiłabym nabywać sobie cztery przesyłce petów. Jednakże tym, co pospieszniej czy w przyszłości skłoni mnie do działania, jest usłużny telemarketing. Poznaję ich po głosie i mówię „nie, dziękuję”, zanim schowają propozycję. Bezpowrotnie ronię w ten sposób szansę na nauczenie się angielskiego w tydzień przez skype’a, zakup garnków, wkład w losowaniu czegoś, co już zdobyłam, zmianę operatora, nieprzeciętnie korzystne ubezpieczenie lekarskie i kto wie na co jeszcze. Czy jestem niskim człowiekiem, tak pospiesznie zwlekając głoskę, czy przeciwnie – oszczędzam nucącym niekoniecznego wysiłku? Nie wiem, lecz ponieważ sama nie lubię dzwonić, nie jest to praca, której komukolwiek bym zazdrościła. Zwłaszcza po przeczytaniu odbioru reportaży Güntera Wallraffa Z innowacyjnego świetnego globu. Są to tak nazywane „wcieleniówki”, zawsze chodliwe w księdze. Wallrafff przesiewa się za Somalijczyka, manipuluje w zakładach piekących chałek dla Lidla, naśladuje bezdomnego. Odkrywa niemiecki rasizm, bezduszność i wyzysk podwładnych, taki jak we przedwczesnym kapitalizmie, czego w noclegi nad morzem kwoty się spodziewamy, bo gdyby nie wyjawił, nie egzystowałoby o czym pisać. Przez chwilę zastanawiam się nad niemieckim rasizmem, jakiego nie noclegi nad morzem widać. Dla ciemnego Wallraffa wszelcy są adekwatnie grzeczni, poza neonazistami czy kibolami, lecz to wszak margines. Stabilni Niemcy tacy nie są, jednakże tak się tworzy, że w grzeczny sposób dowiaduje się on, że tej pracy już nie ma, klub zmęczył zakres członkowski, zegarka nie da się zdejmować z ekspozycje, a rezydowanie właśnie ktoś przed chwila wydzierżawił. Poznam, że jest to wariant segregacji, jaką najtrudniej udowodnić. Niezgoda, że autor nie złączył się w kobietę na kilkanaście lat przed emeryturą, która próbuje znaleźć pracę. A co z sprawnością robocie, skoro noclegi nad morzem już wypasało to wyrażenie? Co ma się na świadomości, kiedy informujemy, że zechcemy, by polska ekonomika uprzednia więcej skuteczna? Obsługę Starbucksa, z wyliczoną w milisekundach kosztowną od ladzie do kasie? Robotę bez urlopów, odprawień leczniczych? Śmieciowe konwencji? Pensje, które nie dopuszczają skręcić się z biedy? To może już bardziej wartościowa dawna peerelowska maksyma: czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy. Do firmie mateniek oszukanie fideistyczne, mniemam, że jest ona grzywną za grzechy, a wzrost cywilizacji powinien liczyć na tym, że wymiar tej sankcje staramy się usunąć. I wreszcie reportaż o telemarketingu. Nie znam, czy jestem nikczemnym człowiekiem, odrzucając chwili rozmowy telemarketerom, lecz co można o nich mówić? Oczywiście o noclegi nad morzem tych niemieckich. Odrabiają ciężko, długo, w warunkach nieustannej konkurencji, wyzyskiwani. (Wyzysk – wyrażenie nieprawidłowo zapomniane.) Ich posłannictwem jest nabranie jak największej cyfry podróżników, sprzedanie czegoś znacznie powyżej wartości, uciekając się do wszelakich prawdopodobnych zręczności. Molestując, nękając, strasząc. Adekwatnie nie umiem, czy powyżej zalecie, jeśli doliczyć ich robotę, ale drożej, niż odbiorca zapłaciłby gdzie indziej. Ich ofiarami sypią osobistości więksi, imigranci. Są po prostu kłamcami i naciągaczami, też będąc jednocześnie ofiarami. I jest to proceder pobudzany przez królestwo, które wiedzie tam bezrobotnych, finansuje obszaru robocie. W porównaniu z zapierdalającym przy opasce z bagietkami pracownikiem ich pozycja w sznurze pożywnym kapitalizmu jest dwuznaczna. Może to porządny plan dla tych, którzy zechcą do plebsu i u istot, niech się wcielają, aczkolwiek nie każdy pozostanie wziętym redaktorem. Wtedy każdy pracodawca musiałby rozważać się z tym, że wśród jego podwładnych jest jakaś zatyczka. Ktoś, kto opisze, doniesie, złoży pozew. Choć nie powinnam chyba tego informować, skoro nawet nie potrafię pozbyć się telefonu. We wczorajszych Wieściach TVP nieco poraziła mnie wiadomość, że Palikot zagrodził 120 młodych działaczy krakowskiej PO i oznajmia dalsze transfery w tym samym stylu. Nieniska będzie ta oryginalna lewica, mówiłem sobie, jeżeli komponować się będzie z działaczy platformianej młodzieżówki. Fascynujące, czy z tych samych, którzy wstępują na stronicę Oceny Politycznej i pozostawią szarmanckie komentarze w gatunku: „Rzygać mi się potrzebuje, gdy was czytam, jedźcie do Korei Północnej zachwalać marksizm”. Akurat tak się tworzy, że w Korei Północnej jako polityczna przybudówka do przewodzących faszystów funkcjonowała niegdyś (czy nadal odrabia?) tak oznaczana Seria Młodych Druhów. Już sama kategoria wskazuje, że działacze młodzieżówki PO dobrze by się w niej odnaleźli. Działacze Gestu Palikota zapewne również, biorąc pod uwagę ich publiczną młodzieżowość i uprzejmość. Wiadomość o noclegi nad morzem krakowskim przelewie była tym więcej porażająca, że jeszcze parę tygodni temu to Miller spełniał podobnych transferów z Obrotu Palikota, wstrząsając palikociarskich działaczy i przestawiając ich do SLD. Kiedy skojarzyłem te dwie misji, zrozumiałem, że mieszkamy w gruntownie nowym układu. Jest to demokracja rotacyjna. Po prostu działacze każdej ekipie co jakiś czas przekazują się do jakiejś odmiennej partii. Dopuszcza to ekipom jeszcze piękniej się zintegrować i współpracować, a ich system oszczędnościowy (ten praktyczny, nie ten przyrzekany w doborach) staje się jeszcze więcej jednakowy. Identycznie neoliberalny. Jak serwuje „Wyborcza”, do Obiegu Palikota przejeżdżają młodzi platformersi nikczemni na noclegi nad morzem wzrastające datki i składki. Niegorzka będzie ta odkrywcza lewica. Na noclegi nad morzem razie nasza demokracja rotacyjna jest jeszcze w powijakach i działa nieco chaotycznie, jednak już niedługo powstanie zapewne ciasny graf, zgodnie z którym działacze będą masowo przerabiać grupy. Wyglądać to będzie zapewne tak: w marcu palikociarze chodzą do SLD, w kwietniu platfusy do Palikota, w maju PiS-owcy do Architektury, w czerwcu SLD-owcy do PiS-u (a Ziobro jako Smerf Ważniak zostaje wyrzucony z kółeczka tańczących smerfów). W lipcu kółeczko rozpoczyna tańczyć w inną witrynę i SLD-owcy przejeżdżają do Palikota, palikociarze do Platformy, platformersi do PiS-u, PiS-owcy do SLD (a Ziobro jako Smerf Ważniak ląduje na peryferiach wsi smerfów z guzem na głowicy). Pod schyłek roku uboczna rotacja: SLD-owcy przechodzą do Platformy, PiS-owcy do Palikota, Palikociarze, dla przemiany, do PSL, a platformersi do SLD (Ziobro w tym czasie przechodzi wewnętrzną wariację i rozpoczyna występować w Ezo TV jako Czarodziejka Borussia). Po terminie dwunastu miesiąców wszelcy dawni już wszędzie i całkowity cykl zaczyna się od nowa. Przy sposobności takiej rotacji grupy zdołałyby się też zamieniać przywódcami i retoryką. No bo skoro mają ten sam system społeczno-gospodarczy i będą posiadać tych samych członków, to czemu miałyby się jeszcze różnić jakimiś powierzchownymi pozorami? Dzięki temu będziemy zdołali widzieć, jak Donald Tusk mówi o smoleńskim zamachu i wyruchanych o poranku, a Antoni Macierewicz ostrzega przed oszołomami. Niewyobrażalne? A jednak takie zmiany można już teraz zaobserwować. Na model Roman Giertych, niegdyś zasadniczy kato-faszystowski opętaniec, kandydat na dyrektora narodu, doznający mistyczno-nacjonalistyczne orgazmy. Dziś wyjątkowo rzeczowy krytyk mitu smoleńskiego. A za rok, kto wie, może noclegi w górach buddysta. Po kilku latach demokracji rotacyjnej każde ekipy zleją się w jedną opasłą Ekipę i będzie to Grupa Młodocianych Kolegów. To znaczy, tak naprawdę będzie to Ekipa Starszych Ziomów, lecz będzie określać się Grupą Młodocianych Kolegów, bo to świetniej brzmi, bardziej optymistycznie. Kierować będą Kaczyński z Tuskiem, którzy codziennie rano będą postanowić za podporą rzutu monetą, który z nich będzie dzisiaj oszołomem smoleńskim, a który oszołomem rynkowym. Ewidentnie, wielka wielkość ludzi w tych warunkach nie będzie uchwalać na nikogo. Ażeby przejąć ich głosy, pozostanie ufundowana Ekipa Nikt (głosy nielojalne na nikogo będą traktowane jak głosy oddawane na Nikogo). Grupa Nikt również pozostanie poddana rotacji z Ekipą Młodych Kolegów. Będzie to nieco wymyślne ze względu na to, że w Grupy Nikt nie będzie nikogo. Lecz ponieważ wspaniałym członkiem Grup Młodych Kolegów będzie właśnie ktoś, o kim się mówi: „to jest nikt”, więc całkowicie wszystko będzie noclegi w górach się zgadzać. I tak oto, dzięki demokracji rotacyjnej, skończy się nasza podróż z demokracją. Choć odpowiednio już się skończyła. Jedna z uciechy łączących się z faktem, że już przerwałem liceum (tak, wiem, że nie wyglądam i nie utrzymuję się), to niedobór arbitralnych nauczycielskich marek. Dziś już nikt nie może mi powiedzieć: Siadaj, pyta! Tzn. może, lecz niewiele z tego wynika. Ta uciecha wiąże się z odrębną. Jako felietonista czytam oddzielne eksploatowania i po lekturze mogę stwierdzić, że tekst nie zasługuję na markę mierną, a jego autor powinien powrócić do szkoły. Oczywiście także nic z tego nie wynika. Lecz zawsze to lekkie, gdy można postawić jednostkę swojemu ówczesnemu nauczycielowi. Jan Wróbel, co noclegi w górach prawdziwość, nigdy bezpośrednio mnie nie uczył, jednak wykreślone, że posiadałem z nim lekcje na jakimś zastępstwie. W każdym razie tresował w moim liceum, a teraz pisze różnorakie eksploatowania do gazet. Mnogości z nich nie czytam, bo wszak mi za to nie wynagradzają, jednak dzisiaj akurat przeczytałem jedno i naciśnie się na usta: „Siadaj, jednostka!”. Autor decydował stanąć w defensywy nielegalnie ściganego neoliberalizmu, jakiego wyśmiewanie budzi duchy. Aż by się raczyło powiedzieć, że widmo krąży nad Europą. Niestety nie jest to widmo komunizmu, tylko płacy minimalnej. Ten upiór lat stagflacji, wg Jana Wróbla, znowu zagląda w oczy przedsiębiorców ukrywając się w maskowaniu gratisowego lunchu. „Darmowe lunche są tylko w komiksach”, zapisuje Jan Wróbel i noclegi w górach dowodzi, że chyba nie miał żadnego komiksu w dłoni od antyczna. Ja nie wiedziałem tam bezpłatnych lunchy, co najwyżej narysowane. Zapewnianie, że wyższa gaża minimalna jest odpowiednikiem bezpłatnego lunchu, jest dla mnie na tyle formalne, że trudno mi się do niego zwrócić. Pracownicy nie powinni zyskiwać więcej, bo każdy grosz powyżej tego, co postanowi im zaoferować pracodawca, jest darmowym lunchem? Jakoś lata walki kompozytów profesjonalnych doprowadziły do systematycznego wzmożenia płacy i nikomu się ogromniejsza obraza nie nieustanna. No, jednakże po co taki „ bezpłatny lunch” robotnikom, skoro grabiący dzielnej mogą lepiej te pieniądze spożytkować. Np. one zdołają odpoczywać na kontach w banku. W krańcu to w bankach jest miejsce dla pieniędzy, a nie w kieszeniach. Kieszeń wszak może być dziurawa i takie pieniądze potrafią z niej wypaść. Nie to noclegi w górach, co bankowy sejf. Wiara Jana Wróbla w nieugięta prawa rynku jest doprawdy fascynująca. Nie jest w stanie zapewne jej zburzyć dziwny fakt, że polskie spółki mają rekordowe gospodarności. Pół roku temu prasa zadawała, że odłogiem leży 183 miliardy. „ Otrzymajmy, że pracodawcy prawdziwie złośliwie trzymają płace na małym poziomie, a mogliby opłacać więcej”, spekuluje publicysta, a wszak spekulować tu noclegi w górach w ogóle nie trzeba. Z tych 183 miliardów starczyłoby pewnie na parę podwyżek. Nawet jeśli rozpoznamy, za Wróblem, że podwyżek być żadnych nie może, bo przedsiębiorstwa pensją ludziom, ile tylko potrafią, w strachu, że robotnicy się zwolnią i przychodzą manipulować gdzie indziej, to firmy przecież zawsze mogłyby opublikować coś na inwestycje. Preferują jednakże kisić zapłatę na kontach a płace obniżać, bo wszak kryzys. Jest to w swej szczerości genialna strategia, a keynesowski koncept, że inwestycje zdołają być receptą na kryzys, na szczęście nie dotyczy prywatnych kompanii. Receptą jest kisić zapłatę i czekać na lepsze okresy. Gigantyczne ekonomizacji polskich firm uznają również inne mężne pretendowania redaktora Wróbla, a wyraźnie takie, że przetransferowanie pieniędzy z kieszeni firm do kieszeni robotników w żaden sposób nie zwiększy popytu. A to zwiększenie popytu jest procesem, dla którego unijny komisarz ds. zatrudnia rekomenduje wzmaganie gaży minimalnej. W końcu ludzie, którzy będą zarabiać np. 1500 złotych zamiast 1200 również całą nadwagę odwloką na konto w banku, żeby w ten sposób chronić się przed zastojem. Czy może się mylę? Co prawdziwość mamusiek nieklarowne domniemanie, że jak człowiek, który ma gaże minimalną, zarobi dwieście złotych więcej, to prędzej kupi sobie za to szynkę i będzie stymulować popyt, a człowiek, który zarabia 50 tysięcy miesięcznie będzie posiadał bardziej wartosciowe kłopoty z tym stymulowaniem, bo noclegi w górach prędzej już wszystko ma. Jednak może się mylę. I bezkresne gospodarności polskich przedsiębiorstw naturalnie też nie posiadają z tym nic wspólnego. „ Powierzmy pracodawcom” zaprosi Jan Wróble i zostanie mi tylko przyklasnąć. Oni wiedzą, gdzie powinny być pieniądze. I z pewnością nie są to nasze dziurawe kieszenie. Sprawa w polskim teatrze jest naciągnięta nie tylko dlatego, że trwale jacyś politycy wpadają na głośny projekt, by zaoszczędzić na kulturze, nie rozumiejąc, że „innowacyjne społeczeństwo”, o jakim tak marzą, nie pozostanie stworzone przez same wizyty na „szklanej zasadzki”. Sytuacja wewnątrz samej biurokracji organizmu teatralnego też jest silna. Musy finansowe z zewnątrz jeszcze tę sprawę zaostrzają. Polski teatr ma kłopot, który każda biurokracja spotyka wcześniej czy następnie – jest to problem awansu. Proboszczowie o wiele za długo operują w jednym obszarze. Ustrój nie radzi sobie z promowaniem najwybitniej kompetentnych administratorów, w związku z czym przyrasta frustracja coraz większej teamy artystów, gotowych wziąć obligacja za coś więcej aniżeli jedyne spektakle. Aktualnie jezdnia zawodowa reżyserów wygląda tak, że posiadamy raczej łatwą drogę do debiutu (ponieważ jesteśmy gotowić sprawić główne spektakle za półdarmo albo wręcz za darmo), najwybitniejsi dosyć prosto awansują do pierwotnej konfederacji teatrów – i finał. Reżyserzy odnoszący sukces nie zdobywają inicjatywy otoczenia teatrów – także dlatego, że teatrami wciąż aplikują ci noclegi w górach sami osoby. Drabina kadrowa jest niepospolicie oschła – nawet najwybitniejsi proboszczowie nie popierają, bo nie ma gdzie. Grzegorz Zielenina, na przypadek, po widowiskowym sukcesie Rozmaitości, nie był popierany w 2003 roku na rektora ważniejszego warszawskiego teatru, gdzie potrafiłby urzeczywistnić to samo, tylko na większą skalę, co by otworzyło centrale Rozmaitości na młodszego szefa. Kompetencje chwytają go w podziemiach przy Marszałkowskiej. Tak samo Maciej Englert nie został nigdy promowany z własciciela drobnego teatru Dzisiejszego na własciciela teatru Wstrząsającego czy Powszechnego. Z kolejności Maciej Nowak, po niewątpliwie wybornym czasie w Gdańsku, publikuje się przebywać na noclegi w górach czymś w gatunku banicji w Instytucie Teatralnym, mimo bezspornych i udowodnionych charakterystyki, związków cudzoziemskich, charyzmy, etc. etc. Jednakże nikt nie awansuje, wszystko stoi w obszarze. Kierownicy działają kilkanaście, a nawet i dwadzieścia kilkanaście lat, stwarzając swoje orszaki, generując układy nepotyczne. Z innej stronicy rosną orszaki ambitnych, lecz sfrustrowanych ludzi, gotowych poświęcić swoje energii na robienie skutecznego i prekursorskiego żywota teatralnego, ale nie mających ku temu opcje. Jedną z niezwykłości świata teatru jest to, że manipuluje w nim stosunkowo mnogo idealistów, lecz ci są utrzymywani na zewnątrz układu. Zamiast umożliwić Krzysztofowi Warlikowskiemu pracę w jednym z egzystujących, porządnie sfinansowanych instytucji, władze stworzyły mu całkowicie nową, wiecznie niedofinansowaną – aby wypadkiem osoby, którym zależy na zrobieniu interesującego miejsca, nie mieli ku temu sposobności. Gdyby załoga, która dziś tworzy Teatr Odkrywczy, posiadała do dyspozycji trzy estradzie i noclegi w górach specyfiki teatru Patetycznego, sytuacja byłaby doskonale inna. Ooprócz frustracji artystów, jakim pozostanie jeszcze awans zagraniczny (co coraz powszechniej wykonują najwybitniejsi inscenizatorzy, i co redaguje się rzeczywistym doborem w tej sytuacji) jest to problem zagospodarowania zapasów człowieczych: wysoka suma zdolności, zdolności i ambicji jest marnowana albo wysyłana za granicę. Towarzystwo (które zapłaciło, aby pełny ten talent